[34850985]

Czas wymienić wewnętrzne bateryjki na całkiem nowy komplet. Stare nie dość, że się kompletnie rozładowały to już nie nadają się do ponownego ładowania. A gdzie najlepiej ładować duchowe akumulatory? No wiadomo nad Biebrzą. Spakowaliśmy więc aparaty i ruszyliśmy pomyszkować po terenie. Z głową pozbawioną jakichkolwiek roszczeń i pomysłów, czystą i niczym nie skalaną, jak ten śnieg na rozlewiskach. Co ma być to będzie a jak nie to też dobrze. Na pierwszy ogień poszły łośki. Wpakowały się bezceremonialnie przed obiektyw i ani im w głowie było zwiewanie. Ja nawet wiem czemu. Bo stały w takich chabaziach, że nie dało się nawet pół pyska bez gałęzi sfotografować. W końcu zarzucając jedną nogę na tylne siedzenie , drugą zapierając się w deskę rozdzielczą a głową waląc o podsufitkę znalazłam skrawek przestrzeni wolnej od gałęzi. I kiedy już przyjęłam dziwaczną ale stabilną pozycję do wykonania zdjęcia, gamoń postanowił się ruszyć. Zrobił parę kroków w bok i wylazł na zupełnie wolną od przeszkadzajek ścieżkę. A niech cię gęś kopnie. Zabrałam się za trudny proces zbierania kończyn rozpartych po samochodzie. Ponownie wystawiłam obiektyw przez otwarte okno i zrobiłam zdjęcie dupska znikającego w krzolach po drugiej stronie ścieżki. Czekaj no łachudro farbowana już ja cię dorwę. Powolutku ruszyliśmy samochodem z nadzieją, że za parę metrów uda nam się łośka objechać z drugiej strony. Plan był prosty i całkiem sensowny. Nie zjeżdżając z drogi ustawiliśmy się na przeciwko miejsca gdzie dupsko wmaszerowało w krzaki. Teraz wystarczyło tylko poczekać i mieć nadzieję, że zwierzak nie zmienił kierunku marszu. Jak się niebawem okazało wszystko szło po naszej myśli. Wprawdzie gamoń znowu zaparkował między gałęziami ale tym razem istniała nadzieje , że wystawi z nich pyszczol. Trwało to wszystko dłuższą chwilę bo łosinka mocowała się z jakimś przysmakiem, który za nic nie chciał poddać się bez walki. Parę razy wlazł do ucha, kilkukrotnie strzelił w sam środek nosa aż w końcu znalazł się w paszczy. I tak krok po kroczku od gałązki do gałązki mój model przestawał się mieścić w kadrze. Jak by nie patrzeć zaczęłam tworzyć puzzle. Na jednym zdjęci kadłubek z nogami na drugim z uszami, ni jak nie chciały zmieścić się razem. Ki czort? Powoli oderwałam oko od wizjera aparatu. No tak , futrzak w najlepsze pałaszował krzak rosnący nieopodal samochodu. Mając obiektyw ze stałą ogniskową nie pozostało mi nic innego jak robienie portretów i łapanie tych wszystkich przedziwnych min.

kolejne >

enigma

enigma

archiwum

ulubieni

+ dodaj do
ulubionych

[?]

ewik57

ewik57 2019-02-05

No i portret ma uroczy :)

mariol7

mariol7 2019-02-06

Hahaha, stęskniłam się za Twoimi opisami "polowań". :-)
Ten łosiek wygląda jakby arie wyśpiewywał! Zdjęcie - perełka. :-)

mpmp13

mpmp13 2019-02-06

Opowiadanie jak zawsze interesujące . Uznałam,że łoś śmieje się do nas.

orioli

orioli 2019-02-06

No cóż, miał ważniejsze sprawy niż podziwianie Twoich ekwilibrystycznych póz :-)

jola53

jola53 2019-02-08

Rewelka En:>)))

chessy4

chessy4 2019-02-13

Podziwiam i pozdrawiam !!!!

hotoo

hotoo 2019-02-13

super :)

spoko44

spoko44 2019-02-17

Czas na wydanie tych cudownych opowiadan ..... łosiek wchodzi na wysokie C

passat

passat 2019-04-30

Witaj po latach, wróciłem na dobre do garnka:)

dodaj komentarz

kolejne >