MOC MARYI - świadectwo Jana Budziaszka

MOC MARYI - świadectwo Jana Budziaszka

JAN BUDZIASZEK

Zwycięstwo nad okultyzmem
W Kijowie podczas rozważania czwartej tajemnicy chwalebnej przyszła mi nagle myśl, że jest w kościele kobieta, która ma problemy z okultyzmem i Matka Najświętsza chce jej pomóc wyzwolić się z tego problemu. Powiedziałem: „Gdyby ktoś z zebranych w kościele zechciał przyłączyć się do tej modlitwy, to bardzo proszę podejść do ołtarza i odebrać poświęcone różańce”. Pierwsza kobieta, która podeszła, przyznała mi się, że to ona właśnie jest tą kobietą. Przed chwilą odbyła spowiedź świętą w tej intencji. Nogi się pode mną ugięły i zaniemówiłem.

Zatrzymany pociąg
Wracaliśmy z trasy koncertowej z północnej Polski. Mieliśmy dwa dni przerwy, żeby dotrzeć do domu. Ktoś nas odwoził samochodem do Warszawy. Ostatni ekspres z Warszawy do Krakowa odjeżdżał o godz. 19.00. Z powodu korków były małe szanse, że zdążymy na pociąg. Moi koledzy byli bardzo poddenerwowani, bo jeżeli tak by się stało, to byliby tylko niecały dzień w domu. Wszyscy martwili się bardzo głośno, a ja po cichu odmawiałem Różaniec i prosiłem Matkę Bożą. Głęboko wierzyłem, że wszystko jest w Jej rękach. I proszę sobie wyobrazić, że wjeżdżamy na Dworzec Centralny. Widzimy, że na zegarze jest godz. 19.01, ale z wielką nadzieją pędzimy jeszcze do pociągu, który… stoi na peronie. Kiedy weszliśmy, drzwi się za nami zamknęły i pociąg ruszył. Była godz. 19.04.

Pokonany strach
Co roku jestem zapraszany na pielgrzymki do Częstochowy. Zeszłego lata uczestniczyłem w pielgrzymce podlaskiej. Wychodząc z Koniecpola, widzieliśmy nadciągające czarne chmury. A pamiętamy, że podczas tych wakacji były w naszym kraju jakieś dziwne, tropikalne opady. Kiedy wyszliśmy z Koniecpola, w promieniu jednego kilometra nie było ani jednego domu czy nawet drzewa, tylko puste pole. Wkrótce rozszalała się tropikalna burza. Taka, jakby ktoś wannami lał wodę z nieba. To nie był deszcz, ale lawina wodna połączona z niesamowitymi wyładowaniami atmosferycznymi. Zacząłem już swoją opowieść w formie świadectwa. Doszedłem jednak do wniosku, że żadne moje słowa nie docierają, bo wszyscy się tylko, jak mogą, chronią przed deszczem. Zacząłem wtedy głośno odmawiać Różaniec – tajemnice bolesne. I prosiłem tylko Matkę Bożą, żeby nam wylała tyle wody, ile zdołamy znieść. Ludzie zaczęli włączać się do modlitwy. Nawałnica trwała około godziny. Po godzinie znów zacząłem mówić o swoich duchowych przygodach. Po zakończeniu etapu wiele osób podchodziło do mnie, aby się pożegnać. Stwierdzali, że mało pamiętają z moich świadectw, ale chcą mi powiedzieć, że kiedy zaczęliśmy w czasie burzy odmawiać Różaniec, to przestali się bać.

Pomoc na drodze
Pierwszego listopada na cmentarzu, przepychając się przez tłum ludzi na głównej alei, podszedł do mnie Jurek, który krzyczał: Janek! Janek! Różaniec! Różaniec!… To naprawdę działa!!! Miał rozpromienioną twarz i mówił, że ma mi niesamowicie ważną rzecz do opowiedzenia. To był człowiek, który opiekował się rencistami. Nigdy bym go nie podejrzewał o Różaniec. Twardo chodził po ziemi i wiedział, że praktycznie tylko tyle się liczy, ile można samemu zrobić rękami. I opowiedział mi, jak kilka dni wcześniej był z grupą rencistów – kilka osób nawet na wózkach inwalidzkich – na pielgrzymce w Licheniu i Niepokalanowie. Niestety, późnym wieczorem pod Ożarowem urwało się koło w autobusie. Ktoś zaproponował, żeby ludzie na wózkach modlili się na różańcu, a on pójdzie i coś zrobi. Dotarł do Ożarowa i na pierwszej stacji benzynowej spotkał swojego kolegę z liceum, z którym nie widział się 30 lat. Nigdy nie spodziewał się, że teraz go spotka. I on załatwił mu autobus, który zabrał pielgrzymów.

dodane na fotoforum: