Zapraszam do przeczytania ;)

Zapraszam do przeczytania ;)

W dzisiejszej notce chcę nawiązać do poruszonego na garze tematu więzi z koniem. Ponieważ jestem w pewnym sensie \\\\\\\"stroną\\\\\\\" w zarzutach kierowanych przez pewną osobę, to chcę napisać kilka słów :)
Można by było na ten temat napisać tysięcznostronicowy referat, ponieważ temat samej więzi z koniem jest praktycznie niewyczerpywalny. Co zostało już poruszone - koń ma uczucia. Tak, to na pewno. Może nie nazywajmy to tak po ludzku jako uczucia, ale na pewno koń odczuwa więź pomiędzy człowiekiem i ewentualne jej zerwanie. Skoro konie cierpią na zerwaniu więzi zbudowanej na systematycznej pracy z człowiekiem, to dlaczego doprowadzamy do jej zerwania? Mogę Was zapewnić, że to, że nie pracuję już z Dalią, a Kika z Delicją nie jest spowodowane jakimś kaprysem. Odeszłyśmy w zupełnie innym momencie, a myślę że w pewnym stopniu z dość podobnych powodów. Myślicie, że łatwo jest zakończyć nagle coś na czym nam bardzo zależało? Pewna osoba rzuciła oskarżenie, że to takie bezmyślne zostawienie konia, pewnie z powodu jakiegoś focha.
Jak nietrudno zauważyć na zdjęciach Kiki, miała ona wspaniały kontakt z Delicją, żyła w niesamowitym zrozumieniu z koniem, którym inni się nie interesowali. Wcześniej nikt z osób zajmujących się tymi końmi nie chciał stworzyć takiej więzi, mimo że możemy przeczytać w jednej notce, że to strasznie ważne i że teraz koń nie zaufa komuś tak jak wcześniej. Jak widać nigdy nie ufał i nikt się nie starał, aby jednak poprawić tą relację.
Ja swoją pracę z Dalią określę jako wspaniałą przygodę, o której nigdy nie zapomnę. Weszłam jej w życie jako zupełnie nieobeznana z takimi końmi 14-latka, której zależało żeby sobie pojeździć wyszłam zupełnie inna, wrażliwa, której zależy na zrozumieniu, nie tym, by bezmyślnie poklepać tyłek w siodle.
I często ludzie usprawiedliwiają się tym, że się boją. Myślicie, że ja się nie bałam, kiedy zaczęły się pierwsze komplikacje? Pamiętam jazdy, na których spadałam po 2/3 razy na godzinę, ugryzienia, siniaki. Jednak chęć pokazania Dalii, że da się żyć w symbiozie, chęć wzajemnego zrozumienia pomiędzy koniem a człowiekiem była we mnie tak silna, że nie zwracałam uwagi na to, że często znajdywałam się w dość niebezpiecznych sytuacjach.
Udało mi się osiągnąć kilka sukcesów. Takich, z których pewnie nikt by się nie cieszył. A jednak. Malutkie kroczki do celu, a ja wracałam do domu z bananem na twarzy. No niesamowite, że koń szedł ze mną na uwiązie! Ale mnie to cieszyło, bo widziłam poprawę, widziałam, że koń zaczyna myśleć i starać się, kiedy ja go o to proszę. Widziałam, że przez te szajbuskie umysły zaczyna prześwitywać jakaś malutka część o nazwie \\\\\\\"szacunek\\\\\\\". Konie zmieniły się. Pewnie dla osób z zewnątrz to żadna przemiana. Jednak dla osób zaangażowanych zmiana zachowania koni, które pewnie kojarzycie ze zdjęć - Dalii, Dekstera, ogromna Delicji, i malutka Diamenta, była drastyczna.
Nie będę się więcej rozpisywać na ten temat, ponieważ i tak jest on niewyczerpywalny.
Życzę wszystkim i sobie, abyśmy mieli kiedykolwiek możliwość stworzenia takiej więzi i zrozumienia pomiędzy koniem a człowiekiem. Mimo, że nigdy nie udało mi się dojść do jakiegoś ogromnego stopnia, pojedyncze kroki, które stawiałam na tej drodze razem z Dalią i początki z Diamem były dla mnie tak motywujące i cieszące, że nagle poczułam, że na prawdę jazda nie ma znaczenia. Taka jazda bez sensu. Jazda żeby wsiąść, poklepać tyłek, pogalopować i konia odstawić. Zrozumiałam wiele rzeczy i dzięki temu czuję że stałam się inna, lepsza, bardzo wrażliwa na jakąkolwiek krzywdę konia. Mam nadzieję że będę miała możliwość pracy z jakimś innym koniem, który nauczy mnie jeszcze więcej i z którym będę mogła jeszcze lepiej się zrozumieć.
A osobom łatwo stawiającym zarzuty życzę trochę przemyślenia. Jeżeli nie znacie dobrze sprawy/powodu, to nie rzucajcie słów na wiatr, jeszcze do tego w internecie :) Nie lepiej dowiedzieć się u źródła?
Może dzięki tym notkom ktoś sobie coś przemyśli, nie ważne kto, nie ważne jak. Jeżeli to ruszy jakąkolwiek osobę będę bardzo szczęśliwa. Bo gdyby wszyscy zmienili swoje podejście, koniom i ludziom żyło by się o wiele lepiej w cudownej symbiozie. :)

EDIT: było kilka pytań o Bartka, już mówię - właściciel miał plany sprzedaży wobec niego, które pewnie będą zrealizowane (jeśli jeszcze nie zostały), także moja krótka współpraca z tym koniem dobiegła końca.

kolejne >

magus06

magus06

archiwum

ulubieni

+ dodaj do
ulubionych

[?]

kika5

kika5 2014-03-18

Cudowne słowa, genialna notka. I taka prawda, bo dobrowolnie nikt nigdy nie zerwałby czegoś do czego się tak dążyło. Dlaczego poświęcałyśmy multum swojego czasu, chęci i zdrowia dla pracy z koniem, który nie miałby dla nas większego znaczenia? Obie podchodziłyśmy bardzo emocjonalnie do swoich podopiecznych, chcąc dla nich jak najlepiej. Dlaczego osoby, które tak burzą się o zerwanie więzi itp, same nigdy jej nie wypracowały? Często nie wiedzą o czym w ogóle mówią. Pamiętam każdą Twoją jazdę na Dalii, każdą radość z najmniejszego progresu, które pod koniec był jakże zauważalne. Dlaczego, skoro koń stoi w stajni, gdzie tak stawia się na więź i miłość, nie potrafił się normalnie zachowywać na ujeżdżalni? Ogromną pracę w nią włożyłaś i tylko dzięki temu była potem taka, jaka była. I pamiętam pierwsze skoki, cudowne chwle, które cieszą kogoś zaangażowanego w pracę z koniem, a nie tylko jazdę na nim! Mam nadzieję, że bę...

kika5

kika5 2014-03-18

* Mam nadzieję, że będziemy razem znowu jeździć! Powodzenia <3

marasia

marasia 2014-03-18

Zgadzam sie z wami, moje rozstania z konmi tez w wiekszosci nie byly moimi decyzjami, np bo znudzil sie, bo odechcialo sie pracy. Czasami trzeba podjac decyzje, ktora nie jest wygodna, ale tak to juz bywa.

Tak, w tej stajni jest ok 20 koni :).

martabo

martabo 2014-03-19

Piękne,wzruszające słowa:)
Decyzje sa bardzo trudne...trzymam kciuki zeby wszystko się spełniło<3:*

dodaj komentarz

kolejne >